fbpx

Bądź damą, powiedzieli… czyli marketingowe podsumowanie lutego

Mijający miesiąc zdecydowanie zdominowały kobiety, które manifestowały, odczarowywały stereotypy, ale też w kilku przypadkach wywołały ciarki żenady. W marketingowym podsumowaniu lutego powiemy o tym jak Burger King dał McDonald’s pstryczka w nos swoim pleśniejącym Whooperem. Otrząśniemy się po hollywoodzkiej imprezie, którą, dzięki niefortunnej relacji Kingi Rusin, żyła cała Polska. Przeanalizujemy genialną kampanię, w której Cynthia Nixon oddaje hołd kobietom z całego świata w manifeście „Be A Lady They Said”, który widowiskowo demaskuje opresyjne normy społeczne. Następnie sprawdzimy jak to się robi po polsku biorąc na świecznik dość nietrafioną kampanię marki Porta opartą na kobiecych stereotypach. A jeśli nie lubicie tracić czasu to na pewno przypadnie wam do gustu akcja promocyjna IKEI, w której za produkty można płacić czasem straconym w korku.

Duma z pleśni, czyli dosadna kampania Burger Kinga

W internecie znaleźć możemy mnóstwo eksperymentów, w których twórcy sprawdzają po jakim czasie wygląd produktów z fastfoodowych molochów ulegnie zmianie. Tajemnicą nie jest, że dania z McDonald’s najdłużej utrzymują swój pierwotny wygląd, który nawet po 30 dniach niewiele różni się od tego, którego dostajemy odbierając zamówienie.

Ten fakt, postanowił wykorzystać największy konkurent McDonald’s, czyli Burger King, który w bardzo podobny sposób przedstawił swojego sztandarowego burgera. Na wideo reklamowym marka dumnie prezentowała pojawiająca się an Whooperze pleśń, która jest niepodważalnym dowodem używania naturalnych produktów bez konserwantów.

Zagranie bardzo odważne, ale trafione, bo przecież skupia się na największym atucie marki względem współczesnego konsumenta, który coraz częściej chętniej wybiera produkty nieprzetworzone. Oczywiście jest to lekko naciągana teoria, ze względu na fakt, że osoby dbające o zdrowie raczej całkowicie rezygnują z jedzenia w restauracjach typu fastfood, niezależnie od tego czy ich produkt spleśnieje po 2 czy po 30 dniach. Jednak biorąc pod uwagę globalny trend w promowaniu zdrowego jedzenia i świadomości żywieniowej, kampania może umożliwić marce podebranie McDonald’s klientów, którzy nie są gotowi zrezygnować z jedzenia fastfoodów, ale chcą mieć poczucie, że jedzą zdrowiej, nawet jeśli jest ono złudne. A takich ludzi w Stanach Zjednoczonych są miliony, a na ten właśnie rynek agencja Ogilvy przygotowała kampanię

It’s a prank Kasia, czyli cringe w wykonaniu McDonald’s

Tymczasem polski McDonald’s przestrzelił się z nową odsłoną kampanii promującej kanapki Maestro, do której zaangażowano Tomasza Karolaka oraz Katarzynę Zielińską. Pomysł był prosty i stary jak świat, czyli ukryta kamera, nieświadoma bohaterka w niekomfortowych okolicznościach i wielki wesoły finał.

Teoretycznie wszystko poszło zgodnie z planem, jednak publika jest już trochę zmęczona prankami, bo nie tylko się nie śmiała, ale uznała całość za totalny cringe. Powodów może być kilka. Pierwszy z nich jest oczywisty: żart powtarzany w nieskończoność przestaje być zabawny, tym bardziej gdy opowiada go twój ojciec 6 lat później. Era pranksterów minęła tak samo bezpowrotnie jak czasy gadu-gadu i naszej-klasy, a fakt że niejednokrotnie były pretekstem do prawdziwie niesmacznych żartów, sprawia że wcale nie mamy ochoty do nich wracać z nostalgią. Drugi powód jest jeszcze bardziej zabawny od pierwszego, bowiem Katarzyna Zielińska, która pan Karolak zabrał do Maca w towarzystwie kamer, w tym samym czasie wzięła udział w kampanii „Zdrowiej”. Akcja ta organizowana jest przez stowarzyszenia Polskie Amazonki i Ruch Społeczny i ma promować między innymi zdrowy tryb życia jako istotny czynnik w zapobieganiu rozwojowi nowotworów.

Toto, mam wrażenie, że już nie jesteśmy w Kansas, czyli oscarowy sen Kingi Rusin

To może niezbyt marketingowe zdarzenie, ale postać Kingi Rusin zawładnęła polskimi social mediami w lutym, więc nie możemy o tym nie wspomnieć. Zwłaszcza, że cała akcja uruchamia swego rodzaju społeczną debatę- gdzie kończy się przyjemny socialowy vibe, a zaczynają ciarki żenady. To przydatna lekcja, z którą warto się zapoznać.

Oscary wśród polskiego społeczeństwa, nigdy nie budziły tak dużych emocji jak w przypadku tegorocznej gali. I wcale nie była to zasługa nominacji dla Bożego Ciała reżyserii Jana Komasy w kategorii najlepszy film nieanglojęzyczny. Powodem nie był również szeroko poruszany kryzys klimatyczny, ani fakt, że Amerykańska Akademia Filmowa trochę przestrzeliła się dając Parasite nagrodę za najlepszy film i najlepszy film nieanglojęzyczny bez nowelizacji zasad. Warto wspomnieć, że sama gala rozdania nagród zanotowała najniższą oglądalność w swojej 92- letniej historii, ale dla jednej osoby była niewątpliwie wydarzeniem szczególnym. Tą osobą była związana z telewizją TVN- dziennikarka Kinga Rusin, która tego wieczoru wygrała Golden Ticket na po oscarową fetę u Beyonce i Jaya-Z. Sama impreza była wydarzeniem prywatnym, którego zasady zrozumieli wszyscy obecni tam goście- żadnych zdjęć, filmów ani wywiadów. Ten rodzaj przyjęć to już wieloletnia tradycja, z której próżno szukać zdjęć w internecie, bo zaproszeni goście zawsze szanowali panujące tam reguły gry.

Kinga Rusin jako jedna z tegorocznych gości nie powstrzymała się przed publikacją mini relacji z owej imprezy, którą okrasiła swoim zdjęciem z chudą jak przecinek Adele. Oczywiście można mówić o niefortunności tego zachowania, można nawet pokusić się o określenie go mianem lekkiej żenady. I tak też w większości przypadków komentowano ów wpis Kingi na Instagramie, którego dziś już nie znajdziemy na jej profilu, jednak o tym za chwilę.

Przez kolejny tydzień w Polsce nie mówiło się o niczym innym, sprawę poruszyły nawet media zagraniczne, w tym The Mirror, Daily Mail oraz People. Ostatni serwis zaliczył jednak wpadkę anonsując Rusin jako rosyjską dziennikarkę, co oczywiście podbijało prześmiewczy nastrój naszych rodzimych komentatorów. Dominującą opinią była ta mówiąca o kompromitacji dziennikarki, która kompletnie minęła się z poczuciem dobrego smaku i etyki dziennikarskiej. Świat filmowy również nie szczędził prezenterce gorzkich słów, zwłaszcza że polska kinematografia zdaje się wracać na amerykańskie salony coraz częściej, więc tego rodzaju tabloidowe zagrywki na pewno nie wpływają pozytywnie na nasz wizerunek.

Oczywiście można pokusić się o ludzkie pytanie: kto z nas nie chciałby się pochwalić zdjęciem z ulubionym artystą? Jednak chyba nie samo zdjęcie a infantylność dziennikarki wywołała największy niesmak. Kinga Rusin w jeden wieczór spotkała światową śmietankę kultury, wiele wręcz ikonicznych postaci, których bez zbędnego patetyzmu nazwać możemy legendami naszych czasów. I jako dziennikarka z kilkunastoletnim stażem pracy, która sama nie raz i nie dwa prowadziła bój z portalami plotkarskimi- funduje wszystkim płytką opowiastkę o tym jak Adele schudła, Charlize Therone jadła pizze, a sama Beyonce poczuła się przez nią przyćmiona. Rusin, jak sama przyznała, naraziła się wielu osobom z Los Angeles, ale taką cenę byłą skłonna zapłacić za pisanie relacji insiderskich. Postów z wytłumaczeniami od dziennikarski było kilka, aż finalnie ukryła słynną relację, w sumie nie wiadomo dlaczego, skoro screeny rozeszły się już po wszystkich mediach.

Wyświetl ten post na Instagramie.

Siedzę przed komputerem w L.A. i zaśmiewam się z memów powstałych na kanwie mojej relacji. Tak, moje przygody były jak z bajki i są wręcz niewiarygodne. Sama mam ochotę te memy tworzyć. Ale najśmieszniejsze jest to, że to co opisałam jest prawdą. Życie tworzy niesamowite scenariusze. Nie wierzycie? Niech będzie, że mi się przyśniło, jeśli oczywiście lepiej się poczujecie. Bardzo mnie cieszy, że tak wielu cztelników portali plotkarskich tak gwałtownie zaczęło wyznawać umiłowanie do prywatności... celebrytów. A hejterzy zaczęli opowiadać o moralności. Cuda po prostu. Nagle mikro relacja z udziału w imprezie gwiazd wywołała dyskusję o tym co wolno, a czego nie wolno dziennikarzowi. Otóż spieszę z wyjaśnieniem, że kwestia ta jest mocniej uregulowana w Kalifornii niż w Polsce. Są to reguły surowe, ale w ich ramach dziennikarz może działać i zbierać informacje, materiały oraz je publikować. Dlatego bardzo ostrożnie pisałam tę relację insiderską, aby działać zgodnie z regułami. Było to o tyle łatwe, że nie interesują mnie bardzo chronione intymne szczegóły relacji osobistych gwiazd showbiznesu, zasłyszane informacje prywatne, a tym bardziej ich przekazywanie (to robią brukowce). Przyjęłam w naturalny sposób inny cel: postanowiłam oddać klimat imprezy głównie poprzez pokazanie moich własnych przeżyć, a nie cudzych. Nie wchodząc w dalsze wywody, wszystko jest zgodne z dziennikarskimi regułami gry w USA. To oczywiste, że osoby znane w ogóle nie chcą by na ich imprezach byli dziennikarze. I oczywiście, setki dziennikarzy (z kilkoma rozmawiałam) z całego świata marzyło, aby się dostać na tę imprezę. To wspaniałe, że mi się udało. Efektem tego była nie tylko cudowna noc, ale również super zdjęcie, które obiegło, jak się okazuje, cały świat. Oczywiście naraziłam się wielu osobom w Los Angeles takim materiałem. Ale taka jest cena pisania tekstów insiderskich. I trzeba trochę odwagi. Dziennikarze cały czas wszystkim się narażają. Bardziej narażam się myśliwym czy Ministerstwu Środowiska. Więc na pewno nie będę się przejmować ewentualnym zakazem wstępu na imprezy w USA. A miłą nagrodą są zaproszenia udzielenia wywiadów w światowych telewizjach.

Post udostępniony przez Kinga Rusin- Official Profile (@kingarusin)

I gdy cała akcja pt. Niesamowite przygody Kingi w Los Angeles zaczęła zbliżać się ku końcowi, materiał na ten temat przygotowało TVP. Nie zdając sobie sprawy, że  niechlujny i obraźliwy rodzaj dziennikarstwa, jaki zastosowali, nie tylko zaszkodzi Kindze Rusin, a wręcz pomoże. Wystarczył jeden dzień, by wszyscy ci, którzy dotychczas punktowali Rusin w merytorycznym linczu, stanęli po jej stronie w imię większego dobra, jakim jest zachowanie szacunku do drugiej osoby oraz niepodciąganie wygodnych sobie zdarzeń aby szerzyć propagandę i podziały. Materiał obrażał nie tylko Kingę Rusin, która w sposób infalntylny była przedrzeźniana przez lektora czytającego jej wpis, ale również Borysa Szyca, który podobnie jak dziennikarka wyraził ostry sprzeciw wobec TVP.

Be a Lady They Said, czyli viralowa kampania w hołdzie kobiet

Jest rok 2017, 22 letnia poetka Camille Rainville siedzi w jednej z uniwersyteckich bibliotek, gdzie pod wpływem chwili jednym tchem pisze manifest pt. Be A Lady They Said, który niedługo po publikacji na jej blogu obiegnie cały świat stając się viralem. Kobiety z całego świata zaczynają udostępniać, bo widzą w nim odbicie własnych doświadczeń, o których zresztą wspominają podając utwór Rainville dalej.

Dziś mamy rok 2020, a opublikowany na blogu Writings of a Furious Woman manifest zyskał drugie życie dzięki genialnej realizacji magazynu Girls Girls Girls z udziałem Cynthi Nixon. Aktorka i aktywistka, znana przede wszystkim z roli Mirandy w serialu Sex w wielkim mieście recytuje słowa Rainville, co przeplatane jest urywkami z filmów, newsów, okładek oraz sesji z udziałem m.in. Rachel McAdams, Tracee Ellis Ross oraz Rose McGowan.

Publikacja jest częścią kampanii, która ma oddawać hołd kobietom, a równocześnie sprzeciwiać się narzucanym na nie opresyjnym normom społecznym. Nixon w sposób dobitny wymienia kolejne nakazy i zakazy, które narzucane są na kobiety w różnych etapach ich życia. Przekaz poza dyskryminacją i społecznym narzucaniem służalczości wobec mężczyzn, demaskuje jeszcze jedną ważną kwestię, a mianowicie sprzeczność owych reguł gry którym kobiety mają się podporządkować.

Bądź damą, powiedzieli. Nie bądź zbyt gruba. Nie bądź zbyt chuda. Nie bądź zbyt duża. Nie bądź zbyt mała. Jedz więcej. Schudnij. Przestań tyle jeść. Nie jedz za szybko. Zamów sałatkę. Nie jedz węglowodanów. Zrezygnuj z deserów. Musisz zrzucić kilka kilogramów. Idź na dietę. Uważaj, co jesz. (…) Zjedz burgera. Mężczyźni lubią kobiece krągłości. Bądź mała. Bądź drobna. Bądź grzeczna. Bądź kobieca. Noś rozmiar zero. Noś podwójne zero. Bądź niczym. Bądź mniej niż niczym

Camille Rainville

Całość zyskuje również dodatkowy wymiar, ze względu na dominującą rolę social mediów w kształtowaniu naszej mentalności. Presja społeczna jest ogromna, a do tego dochodzi jeszcze powszechny problem niskiej samooceny, która jest wynikiem brutalnego zderzenia na linii real vs online.

Miejsce kobiety jest w kuchni, czyli jak nie reklamować

Pozostając w tematyce kobiecej, warto wspomnieć również o kampanii marki PORTA, która wzbudziła niemałe kontrowersje swoimi teaserami. Wszystko za sprawą wykorzystania w kampanii stereotypów o kobietach, takich jak: „miejsce kobiety jest w kuchni”, „kobiety są przewrażliwione na punkcie dzieci” czy „kobiety ciągle gadają i gadają”. Dopełnieniem komunikatu były fotografię znanych kobiet, czyli Magdaleny Różdżki, Lary Gessler i Gabi Drzewieckiej, które w zamyśle twórców miały w późniejszej części kampanii być dowodem, że niektóre stereotypy można wykorzystać pozytywnie.

Teaser kampanii (fot. Kamil Kerner)

 

Jednak cała akcja okazała się nietrafiona, ze względu na fakt, że wielu odbiorców uznało ją za obraźliwą, a eksperci od marketingu jasno wyrażali swój brak zrozumienia względem idei przedsięwzięcia. Bo właściwie co ma wspólnego typowy kobiecy insight z producentem drzwi? Całość zdaje się być czymś, co miało budować obraz zaangażowanej marki, która zabiera głos w sprawie będącej coraz częściej na świeczniku, również w Polsce. Sam pomysł nie był zły, jednak jego realizacja przekreśliła wszystko.

Eksperci powodów niepowodzenie dopatrują się przede wszystkim w dość naciąganej i niezrozumiałej narracji, która jeszcze podzielona została na 2 etapy: teaser i właściwa kampania. Słusznie zauważono, że o ile zapowiedź kampanii zdecydowanie wzbudziła zainteresowanie odbiorców, a wieść o tajemniczych billboardach odbiła się echem w social mediach, to dalsza część się nie broni. Tym bardziej, że czasy gdy odbiorca z wypiekami na twarzy czekał rozwiązanie tajemnicy zapowiedzi kampanii. Dziś panuje przesyt komunikacyjny, więc większość z nas zapewne zauważyła pierwszą część kampanii, ale nie powiązała ją z kolejnym etapem, więc jedyne co do nas dotarło to stereotypy o kobietach. Jednak nawet jeśli ktoś powiązał zapowiedź z rozwiązaniem to wciąż idea się rozmywała, pozostawiając odbiorcę z pytaniem: no dobrze, ale o co w tym wszystkim chodzi?

Płatność kartą czy czasem? IKEA znów zachwyca pomysłowością

Chyba nikt nie lubi stać w korkach, nie tylko nie jest to niczym przyjemnym, ale również sprawia, że tracimy ogromną ilość czasu. A co jeśli ktoś pozwalałby nam ten czas wykorzystać? Klienci IKEI w Dubaju mieli taką możliwość dzięki dość oryginalnej promocji, którą marka zorganizowała przy współpracy z aplikacją Google Maps. Kampania nosi nazwę „Buy with Your Time”, a jej zasady są proste: przyjedź do nas, wybierz produkt i zapłać za niego czasem straconym na dojazd.

Cała akcja jest odpowiedzią marki na niedogodności związane z faktem, że w dużych miastach klienci mają do dyspozycji jeden, maksymalnie dwa sklepy IKEA, w małych miejscowościach nie ma ich wcale. Wyjazd na zakupy do IKEI to zdecydowanej większości przypadków wyprawa przez całe miasto, co oczywiście nie jest obojętne wobec czasu jaki poświęcamy na drogę. Odpowiadając na potrzeby swoich klientów oddział marki w Dubaju postanowił wypłacić im nietypowy ekwiwalent za tę niedogodność. Każdy, kto zarejestrował swój dojazd w aplikacji Google Maps mógł czasem spędzonym na podróż zapłacić za wybrany produkt. Ceny obliczane są na podstawie wskaźnika średniego dochodu lokalnego gospodarstwa domowego.

To byłoby na tyle w marketingowym podsumowaniu lutego, czytamy się w przyszłym miesiącu, ale jeśli wciąż masz ochotę na więcej to zachęcamy do lektury poniżej:

Share on facebook
Facebook
Share on twitter
Twitter
Share on linkedin
LinkedIn
Share on email
Email

Add Your Heading Text Here

Lorem ipsum dolor sit amet, consectetur adipiscing elit. Ut elit tellus, luctus nec ullamcorper mattis, pulvinar dapibus leo.
Lorem ipsum dolor sit amet, consectetur adipiscing elit. Ut elit tellus, luctus nec ullamcorper mattis, pulvinar dapibus leo.

WCIĄŻ GŁODNY WIEDZY?

Będziesz dostawać od nas paczki praktycznej wiedzy, o tym co robić żeby twoje działania w social mediach zwiększały liczbę klientów. Na dokładkę dorzucimy też trochę soczystych przykładów jak w przestrzeni digitalnej radzą sobie inni gracze.

Ta strona korzysta z ciasteczek aby świadczyć usługi na najwyższym poziomie. Dalsze korzystanie ze strony oznacza, że zgadzasz się na ich użycie. Dowiedz się więcej z naszej Polityki prywatności.